W międzynarodowych kontraktach handlowych precyzyjne określenie prawa, które będzie rządziło relacjami stron, to absolutny fundament bezpieczeństwa biznesowego. Standardowym i najbardziej rekomendowanym rozwiązaniem jest wybór jednego porządku prawnego dla całej umowy.
Zdarzają się jednak sytuacje, w których kontrahenci, z uwagi na specyfikę transakcji lub twarde negocjacje, dążą do kompromisu chcą, aby część postanowień umowy była oceniana według prawa polskiego, a pozostała część według prawa obcego, na przykład angielskiego. Czy takie rozszczepienie kontraktu jest w ogóle dopuszczalne?
Odpisując krótko: tak, jest to prawnie możliwe, ale niesie ze sobą ryzyko i wymaga niezwykłej precyzji.
Poniżej wyjaśniamy, na jakich zasadach można dokonać takiego podziału oraz przed jakimi pułapkami należy się chronić.
Kluczowym aktem prawnym, który reguluje tę kwestię w Polsce i w większości państw europejskich, nie jest polska ustawa krajowa, lecz unijne Rozporządzenie Rzym I (Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady nr 593/2008).
Zgodnie z art. 3 ust. 1 tego rozporządzenia, umowa podlega prawu wybranemu przez strony. Przepis ten wprost stanowi, że „Strony mogą dokonać wyboru prawa właściwego dla całej umowy lub tylko dla jej części”.
Wybór ten może dotyczyć prawa dowolnego państwa, również takiego, które nie należy do Unii Europejskiej – jak właśnie prawo angielskie (system common law). Kontrahenci mają zatem zielone światło od ustawodawcy, aby stworzyć swego rodzaju prawną hybrydę.
Warunki skuteczności zapisu.
Aby ułożenie umowy z klocków pochodzących z dwóch różnych systemów prawnych nie skończyło się katastrofą w sądzie, należy bezwzględnie przestrzegać trzech podstawowych zasad.
- Element międzynarodowy w kontrakcie
Wybór prawa obcego (choćby dla fragmentu umowy) co do zasady wymaga, aby sytuacja miała charakter transgraniczny. Jeżeli dwie polskie firmy, mające siedziby w Warszawie, zawierają umowę na remont biura w Poznaniu, to bez uzasadnionej potrzeby nie mogą poddać części umowy prawu angielskiemu tylko dlatego, że tak im się podoba.
Nawet jeśli to zrobią, to zgodnie z art. 3 ust. 3 Rozporządzenia Rzym I, taki wybór nie będzie mógł naruszyć działania bezwzględnie obowiązujących przepisów prawa polskiego. Konstrukcja ta ma więc pełne zastosowanie przede wszystkim wtedy, gdy w grze pojawia się kontrahent zagraniczny, towar przekracza granicę lub usługa jest świadczona międzynarodowo.
- Precyzja rozgraniczenia
Zasada dépeçage wymaga jasnego wskazania, które konkretnie akapity, artykuły czy instytucje podlegają któremu prawu. Niedopuszczalne i bezskuteczne będą klauzule ogólne, np.: „W sprawach technicznych stosuje się prawo polskie, a w sprawach finansowych prawo angielskie”. Co to oznacza w praktyce? Czy kara umowna za opóźnienie w dostawie to kwestia techniczna, czy finansowa?
Sąd lub arbitrzy mieliby gigantyczny problem z interpretacją intencji stron. Podział musi być wyraźny. Przykładowo, strony mogą zapisać, że do samych kwestii przeniesienia autorskich praw majątkowych stosuje się prawo polskie (ze względu na specyfikę polskiej ustawy o prawie autorskim), ale cała sekcja dotycząca odpowiedzialności odszkodowawczej, limitów kar i ubezpieczenia (tzw. indemnities) będzie rządzona przez prawo angielskie.
- Brak sprzeczności systemów prawnych
To najtrudniejszy element. Wybrane porządki prawne nie mogą się wzajemnie wykluczać w sposób, który uniemożliwi wykonanie umowy. Prawo angielskie i prawo polskie opierają się na zupełnie innych tradycjach i pojęciach prawnych.
W prawie angielskim nie istnieje np. wprost odpowiednik polskiego pojęcia „wady istotnej” w takim rozumieniu, jakie znamy z rękojmi w polskim Kodeksie cywilnym. Z kolei angielskie konstrukcje dotyczące tzw. representations and warranties (zapewnień i gwarancji) działają inaczej niż polskie oświadczenia woli. Jeżeli poddamy interpretację umowy prawu angielskiemu, a procedurę odbiorową prawu polskiemu, musimy upewnić się, że pojęcia użyte w jednym rozdziale nie neutralizują skutków prawnych drugiego.
Granice swobody stron
Nawet przy idealnie sformułowanej umowie, istnieją obszary, których strony nie mogą dowolnie modyfikować za pomocą prawa obcego. Chodzi o tzw. przepisy wymuszające swoje zastosowanie oraz klauzulę porządku publicznego.
Jeśli spór z umowy trafi przed polski sąd powszechny, sędzia – mimo wyboru prawa angielskiego dla danej części kontraktu – i tak zastosuje przepisy prawa polskiego, których nie można wyłączyć umową, jeżeli chronią one fundamentalny interes publiczny kraju. Dotyczy to w szczególności:
- Prawa nieruchomości (jeśli przedmiotem umowy jest nieruchomość położona w Polsce, pewne kwestie rzeczowe zawsze będą podlegać prawu polskiemu).
- Prawa konsumenckiego (jeśli stroną jest konsument).
- Prawa upadłościowego i restrukturyzacyjnego.
Podsumowanie
Wybór dwóch różnych porządków prawnych dla jednej umowy (zasada dépeçage) jest w pełni legalny na gruncie europejskiego prawa kolizyjnego. Jest to jednak instrument niszowy, dedykowany dla skomplikowanych kontraktów międzynarodowych, gdzie zaangażowane są zespoły prawników z obu jurysdykcji.
W codziennym obrocie gospodarczym znacznie bezpieczniejszym i tańszym rozwiązaniem pozostaje wybór jednego, spójnego systemu prawnego dla całej umowy oraz ewentualne precyzyjne opisanie konkretnych mechanizmów wewnątrz kontraktu, bez odwoływania się do obcych ustawodawstw.
Szymon Stawicki
Radca prawny
───────────────────────────────────────────
Dziękujemy, że jesteś z nami.
Potrzebujesz wsparcia specjalistów z zakresu zamówień publicznych?
Skontaktuj się z nami poprzez formularz lub mailowo pod adresem kzp@kzp.net.pl
───────────────────────────────────────────
Niniejsze opracowanie nie może być wykorzystywane jako opinia prawna, w tym nie może służyć jako rekomendacja określonych działań, w szczególności w ramach działalności gospodarczej.
Zapraszamy również do obserwowania strony Kancelarii na Linkedin